Wraz z blue początkowo mielismy w planach z chrobaczej jechać czerwonym szlakiem na przegibek, ale skwar tak dał nam kośc że w połowie podjazdu zrezygnowalimsy sie z tego i wjechalismy tylko an chrobaczą.
Rano 25km: Pobudka o 6.30. Na rowerze siedziałem juz o 7 chcąc uniknąc słońca. Niestety okazało sie że nawet o tej porze słońce potrafi przysmażyć...:/ Pozatym jechało sie dość cieżko pewnie ze względu na brak rozgrzewki i gdyby nie to że zaliczyłem dużo zjazdów średnia była by o wiele niższa.
Wyjechałem dośc późno bo o 17.30, bo wcześniej było tak gorąco że padłbym po 2 km. Jechało sie dośc spokojnie, przede wszystkim bez wiatru:) Wjazd na chrobacza łake jest bardzo ciekawy przedewszystkim przez rozsypując sie asfalt lub poprostu jego brak. Troszke obawiałem sie zjazdu w Kwestach ale poszło bez większych wpadek, poza jednym poślizgiem na zakręcie. Niestety zjeżdzając wypad mi bidon 0,5l, o czym zorintowałem sie dopiero w kobiernicach, a że było już dośc późno nie wracałem sie po niego i skorzystałem z uprzejmośći tamtejszej mieszkanki która napełniła mi drugi bidon, ohydną wodą z kranu, no ale cóż "lepszy rydz niż nic":). Wróciłem ok 21
Brzeszcze-jawiszowice-wilamowice-kęty-kobiernice-porąbka-m. bialskie-Żar- i powrót tak samo zachaczając o centrum porabki.
Wraz z welbi wyjechalismy ok 12. Jechało sie w miare spoko pomijając oczywiśćie wmordewind który prześladuje mnie od początku sezonu..:/ Podczas wjeżdżania na żar w pewnym momencie usłyszałem stukot dochodzący z tylnego koło. Nie przejąłem sie tym zbytnio i jechałem dalej z usmiechem na twarzy mijając kolarzy wyjeżdzających na góre. Niestety usmiech ten nei towarzyszył mi zbyt długo, gdyż po paru metrach ostrego pedałowania zerwał mi sie łancuch...:( Naszczęscie bikerzy których wyprzedziłem mieli ze sobą rozkuwacz i poratowali mnie nim, ale musiałem wywalić dwa ogniwa i łancuch był za krótki dlatego jutro muszę jechać kupic nowy. Zjeżdzając z żaru pobiłem swój stary Vmax i na chwile obecną wynosi on 72.7km/h:) Powrót spokojniejszym tępem gdyż obawiałem sie o łancuch, ale średnia i tak nie wyszła najgorsza.
Kilka fotek: Mycie rąk po skuwaniu łancucha... ...jak sie później okazało w damskiej toalecie:P